Muzeum Historii Polski

Wystawa organizowana przez Muzeum Historii Polski. Można ją było oglądać w dniach 11.11.2008 - 1.03.2009 w Zamku Królewskim w Warszawie.

Muzeum Historii Polski dziękuje Zarządowi Spółki Tramwaje Warszawskie za bezpłatne wypożyczenie tramwaju w dniach 27 i 28 lutego na promocję finisażu wystawy: Dwudziestolecie. Oblicza Nowoczesności. Dziękujemy także członkom Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej za prowadzenie tramwaju jako wolonatiusze.



organizator


współorganizator





sponsor wystawy

więcej...

W rytmie epoki

Poprzedni artykuł: Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej

Moda dwudziestolecia z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu

Proces mody i jej przedmiot

„Moda rodzi się w pracowniach-laboratoriach wielkich mistrzów igły w Paryżu. Tworzą ją – w porozumieniu z krawcami i fabrykantami tkanin – artyści-malarze, za grube pieniądze oddający swój talent i inwencję na ich usługi. Dlatego też każdy nowy model, choćby najśmielej pomyślany, sprawia niezawodne wrażenia piękna, jak każde dzieło sztuki. Projektował go artysta, wykonał wirtuoz techniki krawieckiej, a prezentuje na sobie żywy manekin, cud-dziewczyna, wybrana wśród tysięcy. Potem taki model idzie w świat, a raczej wprowadza go w świat najmodniejsza z gwiazd ekranu lub otwartej sceny, czyli znowu istota zawodowo i olśniewająco szykowna. Tak zawsze wygląda moda, która nadchodzi i podbija świat. Modę przemijającą oglądamy w znacznie tańszych i gorszych wydaniach, kopiowaną przez średniej miary krawcowe, noszoną przez większość szarych, przeciętnych śmiertelniczek. A musimy sobie zdać sprawę, że większość nie może się przecie oznaczać urodą ani nieposzlakowanym smakiem, gdyż zalety te to przywilej nielicznych a szczęśliwych wyjątków. Dlatego też nowa moda chadza w aureoli trudno dostępnej odświętności, a moda wczorajsza ma zawsze mdły posmak nudnej powszedniości”. Ta relacja zamieszczona w „Kobiecie w Świecie i w Domu” w marcu 1930 r. zaskakuje nowoczesnością spojrzenia. Autorka dostrzega autonomiczną wartość estetyczną mody, a zarazem – podobnie jak współcześni socjologowie – patrzy na nią jako na pewną kategorię zachowań społecznych: przebiegający wewnątrz danej zbiorowości proces, dzięki któremu nowy wygląd czy przedmiot jest wprowadzany w obieg. Proces ten może mieć dla różnych przedmiotów różny okres trwania, ale obejmuje kilka stałych faz następujących po sobie w ustalonej kolejności: powstanie i wprowadzenie; przyjęcie przez przodujące jednostki; coraz wyraźniejsza obecność w kontekście społecznym; powszechna akceptacja; nasycenie; schyłek i odrzucenie.

Ubiór jest klasycznym przedmiotem modnych zachowań, do tego stopnia, że potocznie utożsamiamy go z modą. Konsument przyjmuje określoną modę, gdy uzna ją za najbardziej stosowną w określonych społecznych sytuacjach lub rolach. Wreszcie, mody są przyjmowane w grupie lub grupach społecznych przez liczącą się część danej grupy. W danym momencie w określonej grupie obowiązuje zatem zespół norm i zachowań dotyczących pewnych sytuacji społecznych, związanych z określonymi formami rozrywki i życia towarzyskiego, demonstracją statusu i osobistej atrakcyjności etc. – najbardziej długotrwałe tworzą ramy zwyczaju definiujące bieżącą scenę. Towarzyszy temu wielość przedmiotów mody, z których każdy znajduje się we własnej fazie procesu mody. Jako produkt i dokument złożonych procesów społecznych, intymne świadectwo życia ludzi, którzy już odeszli, a zarazem przedmioty o autonomicznej wartości estetycznej, ubiory i akcesoria dawnej mody zachowane w kolekcjach muzealnych mają szczególną moc przemawiania do wyobraźni współczesnego widza. W tym samym roku 1930 dziennikarka codziennie rano spotyka na ulicy dwie kobiety w podobnym wieku około trzydziestu lat, śpieszące do swoich obowiązków, które przechodzą obok siebie nie zauważając się nawzajem. „Jedna jest młoda, zgrabna, starannie ubrana: włosy krótko ucięte, wymykają się w dwóch filuternych loczkach spod modnego kapelusika; pod pachą teczka oraz modny, krótki parasolik. Mina pewna siebie, zuchowata, krok sprężysty i pełne zalotności spojrzenie, rzucane oglądającym się za nią przechodniom, wskazują na osobę, pełną energii i zadowoloną z życia […] – to urzędniczka, może przyszła adwokatka, doktorka; typ kobiety samodzielnej i energicznej; w błyszczącym oku widać zaborczość i ambicję, krok sprężysty i pewne siebie ruchy wzbudzają zaufanie i sympatię. Ta druga w wyświechtanym paletku, na wykoślawionych obcasach, spod znoszonego kapelusza wymykają się kosmyki siwiejących już włosów; na ręce koszyk, z którego wyzierają niedyskretnie skromne zakupy, w ściśniętej garści zatłuszczona, stara portmonetka […] czoło przecina bruzda, blade usta opuszczone w dół wyrazem troski i niezadowolenia; oczy wyblakłe […] bezimienna przedstawicielka legionu kobiet, które wchłania bezlitośnie domowe ognisko i miele w swych trybach na proch” („Kobieta w Świecie i w Domu”, styczeń 1930).

Mimo postępującej w okresie międzywojennym unifikacji i demokratyzacji mody, musimy pamiętać o społecznym, pokoleniowym i geograficznym zróżnicowaniu jej recepcji. Prezentowane na wystawie stroje i akcesoria mody z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu reprezentują styl ubioru charakterystyczny dla warstwy inteligencko-ziemiańskiej, bardziej zasobnej w odzież, która w związku z tym była mniej znoszona niż ubiory ludzi biednych, i mogącej pozwolić sobie na zachowanie przedmiotów o szczególnej wartości osobistej, materialnej i historycznej. Niektóre ubiory czy akcesoria z naszej kolekcji mają zresztą szczególny wymiar historyczny, jak zestaw czółenek i torebki ze skórzanej plecionki firmy Bata – zdekompletowany, gdyż jeden bucik został latem 1939 r. odesłany do reklamacji i nie zdążył wrócić przed wojną, czy dziana sukienka z szarego kordonka, która powędrowała z właścicielką – żoną zawodowego wojskowego – na Syberię, tam była podpruwana dla uzyskania nici do cerowania, w latach czterdziestych wróciła z tzw. repatriantami do Polski i wpisała się w modę skróconych w międzyczasie spódnic. Noszono ją jeszcze w latach siedemdziesiątych, wyposażając w halkę z jadowicie zielonego nylonu.

Moda: zjawisko autonomiczne czy zwierciadło epoki?

Wyrażające istotę mody zjawisko ciągłej zmiany ma w odniesieniu do mody odzieżowej wyraźnie dualistyczny charakter: z jednej strony autonomiczny i autotematyczny (z własnym repertuarem ewoluujących fasonów, form, dekoracji), z drugiej zaś – ściśle związany z zewnętrznym kontekstem zjawisk społecznych i artystycznych, zwłaszcza sferą obyczajową i szeroko rozumianą komunikacją społeczną. Charakter tych związków przeważnie trudno jednoznacznie określić jako przyczynowo-skutkowy. Choć czynione ex post spostrzeżenia wydają się (myląco!) autorytatywne, często zawodzą jako instrument przewidywania przyszłości, jak na przykład teoria łącząca zmiany długości spódnicy w latach dwudziestych i trzydziestych z trendami ekonomicznymi, przedstawiona w lipcu 1939 r. (sic!) w „Kobiecie w Świecie i w Domu”: „Rok 1925 i następne. Czasy powojennej prosperity, radość życia, okres mlekiem i miodem płynący. Rok 1929, kulminacyjny punkt, cały świat łyka haustami dobra życia doczesnego, temperatura nastrojów radosnych jest najwyższa. Sukienka skacze nad kolana. Aż nagle! Rok 1930 początek kryzysu światowego, trach! Coś zaczyna się psuć w państwie duńskim, poziom humoru opada znacznie. Sukienka leci w dół. Ponowne skrócenie: 1939! Czyż mamy poddać się depresji? Na przekór czarnym wróżbom, na przekór groźnym horoskopom, nadzieja nas nie opuszcza, optymizm rośnie. Musi być dobrze! Będzie dobrze!!”

Dodać trzeba, że ówczesnym obserwatorom wydłużenie spódnic pod koniec 1929 wydawało się nielogiczne i paradoksalne. „W obliczu nad wyraz ciężkiego okresu ekonomicznego, jaki od szeregu miesięcy przeżywamy, w obliczu przechodzącej nieraz siły ludzkie walki o codzienny kawałek chleba i dach nad głową […] należy przyznać, niestety, że skończył się cudowny okres osiągania wykwintną skromnością cennych i tak bardzo estetycznych efektów za pomocą niewielkich stosunkowo środków; że oto wraca z całą siłą era zużytkowywania niezliczonych metrów kosztownej tkaniny dla nadania sylwetce kobiecej cech, zasługujących na poklask snobów” – ubolewała „Kobieta w Świecie i w Domu” w grudniu 1929 r.

Dostrzegamy jednak niewątpliwy związek między zmianami w otaczającym świecie i ewolucją mody. Rewolucja obyczajowa, którą spowodowała I wojna światowa, bardziej zasadniczo zmieniła styl życia, a także sytuację społeczną i ekonomiczną kobiet niż mężczyzn, a w konsekwencji silniej wpłynęła na odzież damską: „Jedenaście ostatnich lat – to okres czasu wydarzeniami wielki, z wiekami idący w zawody, a jednak w sferze pewnych przejawów życia zbyt krótki, aby mógł strącić w nicość to, co wolno kroczące wieki uświęciły jako nienaruszalne prawo. Kobieta teraźniejszości, tak zasadniczo, tak podstawowo inna od przedwojennego szablonu, rozwojem swym i ewolucją wnosi pewien chaos w doskonale uregulowane wiekami przeszłości bytowanie mężczyzny. To też panom, tym panom, na których pojęciach i przyzwyczajeniach widnieje jeszcze silnie piętno „zamierzchłych czasów”, bywa niejednokrotnie i niewygodnie, i jakoś ciasno w szerokim kręgu, jaki zatacza nowe życie („Kobieta w Świecie i w Domu”, styczeń 1930).

Podczas wojny wiele kobiet po raz pierwszy podjęło pracę zawodową, zastępując nieobecnych mężczyzn. Wojna położyła kres orientalnym ekstrawagancjom charakterystycznym dla lat bezpośrednio ją poprzedzających: ozdobne i krepujące toalety zaczęły sprawiać wrażenie staromodnych i niestosownych, natomiast proste sukienki i kostiumy wyglądały nowocześnie. Podejmowane przez wielkich krawców tuż po wojnie próby wskrzeszenia przedwojennej mody nie przyniosły powodzenia. Kobiety nie chciały powrotu do sztywnych gorsetów i skomplikowanych krojów: nowe idee dotyczące projektowania znajdowały rosnący oddźwięk, połączone z nowym podejściem do nowoczesności i efektywności w życiu i świadomości kobiet. Zmienił się zasadniczo wizualny wyraz kobiecej elegancji, teraz opartej na prostocie i swobodzie ruchów.

Korespondowało to ze zmianą obyczajów, norm społecznych i oczekiwań wobec kobiet oraz zakresu dostępnych im doświadczeń: „Był czas, i to jeszcze niedawno, kiedy jakiekolwiek ustępstwo od obowiązującej mody na rzecz minimalnej choćby wygody i higieny wydawało się eleganckiej kobiecie niedopuszczalnym uchybieniem. […] O ubraniu do pracy nie ma co mówić. Damy wówczas nie pracowały. […] Tak niedawno to było i tak dawno zarazem. Bo gdy raz się zaczęło, poszło od razu we wszystkim i na całego: krótkie włosy, kostium kąpielowy, spodnie, shorty i sandałki – tam gdzie ubranie jest zbędne, pozostał z niego zaledwie ślad, drobna koncesja na rzecz przyzwoitości; tam gdzie chodzi o swobodę ruchów, wszystko jest ciasne, gdzie powinno, i luźne, gdzie można. Nikt się nie wstydzi chodzić w trepkach, zawiązywać głowę chusteczką i do roboty kłaść fartuch. Stało się prawdą dla wszystkich oczywistą, że elegancka kobieta to nie ta, która od rana do nocy chodzi w jedwabnej sukni i strojnych pantoflach, ale ta, której ubiór pasuje zawsze, w każdej sytuacji. […] Prawdziwa dama to ta, która z jednakowym wdziękiem zbiera w rękę falbany tiulowej spódnicy, stąpając po marmurowych schodach Opery, a rano idzie z koszykiem na targ – która potrafi być tak samo dobrze urzędniczką jak modystką, staranną gospodynią i wytworną panią domu” („Kobieta w Świecie i w Domu”, lipiec 1939).

Lata dwudzieste to okres prosperity i ekstrawaganckiej konsumpcji oraz nowych form rozrywki, co znalazło odzwierciedlenie w sukniach przeznaczonych na przyjęcia, dancingi i do klubów nocnych, gdzie grano jazz i tańczono nowe tańce: fokstrota, shimmy i charlestona. Dynamiczne tańce wymagały sportowej kondycji i swobody ruchów, a dyktując stosunkowo proste fasony sukienek, sprzyjały wykorzystaniu luksusowych tkanin: metalicznych lam, barwnych koronek, szyfonów, atlasów. Preferowano gładkie materie, na których wspaniale prezentowały się motywy haftowane złotą lub srebrną nicią, cekinami, a także drżące w takt ruchów pióra i frędzle. Najbardziej charakterystyczną suknią wieczorową była krótka koszulka, wydekoltowana, często tylko na cienkich ramiączkach, uszyta z szyfonu lub tiulu, haftowana koralikami lub cekinami i noszona na jedwabna halkę w tym samym lub kontrastującym kolorze albo w kolorze skóry, co sugerowało nagość pod cienką materią. Typowym przykładem jest suknia-koszulka na ramiączkach, wyszywana czarnymi koralikami i cekinami.

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych dokonuje się ewolucja od mody podkreślającej płaszczyznową kompozycję przodu i tyłu sylwetki do ubioru modelującego figurę i akcentującego jej trójwymiarową kompozycję; od sukni swobodnie spływającej z ramion do skomplikowanego kroju uwydatniającego płynną artykulację sylwetki i wprowadzającego efekt spiralnego ruchu. Charakterystyczne dla połowy lat trzydziestych XX w. toalety wieczorowe, z błyszczącej lamy lub satyny, krojono z modelujących sylwetkę skosów (suknia wieczorowa z czarnego atłasu, suknia ślubna z kremowego atłasu). Kryzys gospodarczy na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych sprzyjał modzie na przyjęcia popołudniowe, przyjemne, a mniej od balów kosztowne herbatki – konwersacyjne, tańcujące i brydżowe. Najpotrzebniejsza toaletą karnawałową stała się więc suknia popołudniowa, występująca w rozmaitych wariantach, często łączących uniwersalną matową czerń z barwnymi akcentami, czego przykładem jest suknia z czarnej żorżety z ceglanymi rękawami haftowanymi złotym bajorkiem.

Niekiedy związek między jakąś nagłą zmianą mody, nowinką szybko zdobywającą naśladowców, a światem zewnętrznym wydaje się jednoznaczny. Można wskazać przykłady mód zainspirowanych jakimś poruszającym wydarzeniem – popularnym filmem, wystawnym balem czy odkryciem archeologicznym. Na przykład importowane z Egiptu szale z (przeważnie białej) lnianej siatki zdobionej przeplatanymi przez oczka paskami metalowej folii tworzącymi dekoracyjne wzory bliskie estetyce art déco, wytwarzane od czasów faraonów, zawdzięczały popularność zainteresowaniu nowoodkrytym grobowcem Tutanchamona. Jeden z egzemplarzy w naszej kolekcji został przywieziony z podróży poślubnej do Egiptu, która w tamtych czasach stanowiła wielki luksus i przygodę. Wpływ na modę okresu międzywojennego wywarły także awangardowe kierunki w sztuce, zwłaszcza malarstwo abstrakcyjne. Nowe formy znalazły odbicie w śmiałych zestawieniach kolorystycznych, graficznych wzorach tkanin oraz w geometryzacji, widocznej na wszystkich etapach kształtowania sylwetki: od fasonu sukni, poprzez dekorację ubioru i dodatków, po konstrukcję ubioru. Charakterystyczne zwielokrotnione łuki zdobiące dwie suknie wieczorowe przywołują motyw często pojawiający się w architekturze i przedmiotach dekoracyjnych w stylu art déco.

Rewolucja, ewolucja i nostalgia

Charakterystyczną cechą mody jest współistnienie innowacji i kontynuacji, obecność zarówno pomysłów rewolucyjnych, jak i stopniowej, niekiedy powolnej ewolucji, a także nostalgia za przeszłością i powracanie do elementów historycznych. Rewolucyjnym wynalazkiem była zaprezentowana przez Chanel w 1926 r. „mała czarna”: prosta, dopasowana sukienka z czarnej krepy, z długimi rękawami i małym wycięciem przy szyi. „Oto jest ford sygnowany przez Chanel” – obwieszcza Vogue (nawiązując do sławnego modelu T, dostępnego w każdym kolorze, pod warunkiem, że był czarny): model funkcjonalny, bezosobowy, o kroju i dekoracji maksymalnie uproszczonej. W wersji bardziej strojnej, koktajlowej, szytej z jedwabiu, szyfonu czy cienkiej żorżety wełnianej, sukienka ma większy dekolt i krótkie rękawki albo w ogóle jest ich pozbawiona, jak sukienka z czarnej krepy jedwabnej, której wyrafinowany krój podkreślają mereżki ukazujące kontrastującą rdzawą podszewkę.
Kolejnym zjawiskiem o długofalowych i rewolucyjnych konsekwencjach było zaadaptowanie przez kobiety spodni, które pojawiły się najpierw w formie rekreacyjnej (strojne piżamy przeznaczone do relaksowania się w domu) lub sportowej (piżamy plażowe, spodnie jachtingowe). W lipcu 1931 r. „Kobieta w Świecie i w Domu” donosiła: „ negliż w całej swej kokieteryjnej krasie […] przeżył się wraz z przedwojennym typem pani, cierpiącej na nadmiar czasu. Dzisiejszy, koniecznością chwili i wskazaniami mody zmodernizowany, służy kobiecie, która wprowadziła w życie zasadę "czas – to pieniądz". Dlatego też odpadły od negliżu koronki, wstążki, falbany, riusze i treny, a z powłóczystej szaty przedzierzgnął się w swobodną, nie tamującą ruchów, pyjamę […]. Aczkolwiek u nas daje się szczęśliwie zauważyć pewien umiar w przyswajaniu sobie fantastycznych i śmiałych kaprysów mody, a Polka kierująca autem w pyjamie koloru karoserii luksusowego wozu nie jest jeszcze zapisana w kronikach lat powojennych, to jednak coraz bardziej przechylamy się i my w stronę pyjamomanii […]. Ten typ egzotycznego negliżu, łączący w sobie wygodę i prostotę, jest ulubionym typem pyjamy letniej”, a za przykład może służyć rekreacyjna piżama z błękitnego bawełnianego atłasu.

Kariera japońskiego kimona jako damskiego szlafroka stanowiła uwieńczenie procesu, który rozpoczął się jeszcze w XVII w. w stroju męskim dzięki wykorzystywanym jako ubiory domowe kimonom importowanym z Japonii i Indii. Na fali japonizmu, modnego w drugiej połowie XIX w., japońskie kimono pojawiło się także jako kobiecy negliż, początkowo tylko w kręgach artystycznych, aby w okresie międzywojennym znaleźć miejsce w garderobie umiarkowanie modnej przeciętnej kobiety: „Letnie kimono – najładniejsze z wzorzystej satynki, o skomplikowanych kwietnych deseniach, podbite jednokolorową satyną, która służy jednocześnie za przybranie – wygląda nad wyraz efektownie, jeżeli zrobimy go z charakterystycznymi japońskimi rękawami, które tak ślicznie uwydatniają harmonijne ruchy rąk, a równocześnie służą za bardzo wygodne, przepaściste kieszenie. Rękawy takie powinny być zakończone jedwabnymi chwastami z nitek różnobarwnych, dobranych podług tła i deseni, jakimi znaczona jest tkanina” („Kobieta w Świecie i w Domu”, marzec 1929).

Z kolei romantyczny, nieco nostalgiczny charakter balowych „krynolinek” nawiązywał do mody ok. 1850 r. i obrazów Winterhaltera, dziewiętnastowiecznego portrecisty europejskiej arystokracji. Od początku lat dwudziestych aż do 1939 r. organizowano w Warszawie, także w Hotelu Europejskim, coroczny Bal Mody, na którym bawiła się towarzyska śmietanka stolicy, a panie rywalizowały o berło Królowej Mody. Według relacji zamieszczonej w „Kobiecie w Świecie i w Domu”, w 1929 r. tryumfowały „krynolinki” w duchu romantycznym, ozdobione pienistymi falbankami, skutecznie rywalizując z sukniami w stylu hollywoodzkiego wampa, np. z prezentowaną przez Hankę Ordonównę suknią ze srebrnej sztywnej lamy, w którą wydawała się zakuta jak średniowieczny rycerz w zbroję: „W szrankach stanęły urocze artystki naszych scen, a za nimi kryły się firmy, dla których to fikcyjne królestwo staje się źródłem nader realnych zysków. Królowa mody z r. 1928, p. Maria Balcerkiewiczówna, tonęła w powłóczystych godetach śnieżnej sukni princesse. Dół tej sukni miał podobno (nie mierzyłam) czterdzieści metrów obwodu. Ponieważ, jak mnie upewniała artystka, tualeta była zrobiona z polskiego crêpe satin, można uważać włożenie podobnej sukni za czyn wysoce patriotyczny”. Ten typ sukni balowej reprezentuje biała krynolinka z falbankami, suknia z granatowego jedwabiu o spódnicy zdobionej zakładkami czy suknia z brązowej tafty z akcentami w kolorze miętowej zieleni – połączenie wylansowane w 1933 r. Podobnie nostalgiczny charakter miały noszone do krynolinek „woreczki okrągłe lub owalne, wyszywane ręcznie drobniutkimi pacioreczkami; woreczki te wyglądają jak zbłąkane echa lat bardzo dalekiej przeszłości, woreczki prababek przeniesione w epokę współczesnego modernizmu” („Kobieta w Świecie i w Domu”, wrzesień 1929).

„Moda męska ostatniej doby”

Obowiązujący eleganckiego mężczyznę stosunek do aktualnej mody zasadzał się na utrzymywaniu subtelnej równowagi: nie należało jej ignorować, ale też nie wypadało zbyt gorliwie za nią nadążać, choć – jak zauważała „Kobieta w Świecie i w Domu” w styczniu 1930 r. – odzyskana niepodległość pozwalała nieco rozszerzyć granice krawieckiej swobody. „Kroczyć w ślad mody – to przykazanie lat powojennych, kiedy w nagromadzeniu ważkich i odpowiedzialnych za przyszłość narodu momentów historycznych i pracy twórczej – znajduje się jakimś trudnym do pojęcia cudem więcej czasu i więcej chęci wyolbrzymiania spraw na pozór maleńkich niż w okresie niewoli”. Jednak istota prawdziwej elegancji polegała „niezmiennie – niezależnie od takiej czy innej linii, barwy i uzupełniających szczegółów – na doskonale ujętym umiarze i dyskrecji. Nie ma bowiem nic bardziej groteskowego jak mężczyzna podobny do krawieckiego manekina, obnoszącego po świecie ekscentryczne modele, nacechowane typowym przeszarżowaniem. Mężczyzna wytworny, mężczyzna prawdziwie kulturalny będzie bowiem umiał zawsze wypośrodkować spomiędzy najdrażliwszych wskazań mody ubiór, stawiający go ponad wszelką śmieszność”. W okresie międzywojennym podstawowy zestaw strojów formalnych, które musiały się znaleźć w garderobie eleganckiego mężczyzny, obejmował żakiet, smoking i frak. Frak wkładano na bardziej uroczyste okazje, natomiast smoking pozostał najpopularniejszym strojem wizytowym. Żakiet, okrycie o wyciętych połach ostro rozchodzących się od górnego guzika, z tyłu długich, rozciętych na środku i przytrzymanych guzikami, noszony z szarą kamizelką, sztuczkowymi spodniami i szarym cylindrem, stanowił dzienny strój formalny. Jednak „ubrania żakietowe, tak bardzo modne zagranicą, u nas przyjmują się opornie. Po dziś dzień uważane są jedynie jako strój urzędowy i to przeważnie w sferach dyplomatycznych” („Kobieta w Świecie i w Domu”, styczeń 1930). Praktyczną nowością był mniej uroczysty od smokingu garnitur wizytowy, składający się z ciemnej marynarki zapinanej na dwa guziki oraz sztuczkowych spodni (do tego koszula ze stojącym kołnierzykiem o zagiętych rogach i stonowany jedwabny krawat): „wszechwładna marynarka wkracza i w dziedzinę wizytową, o ile utrzymana jest w odpowiednim kolorycie, a kolorytem tym jest wytworna czerń lub tkanina marengo. Jeżeli marynarka czarna lub marengo noszona jest ze spodniami w paski, obowiązuje kamizelka taka sama jak marynarka. Uzupełnieniem stroju wizytowego jest spokojny w tonie krawat i lakierowane obuwie”.

Wyborem odpowiedniego stroju w zależności od rangi i pory uroczystości rządziły precyzyjne reguły, tak wyłożone w czasopiśmie „Lord. Rewia mody dla panów” w sezonie karnawałowym 1936-1937: „Ubranie wizytowe pozostaje w swojej klasycznej formie, w dzień garnitur żakietowy ze spodniami w prążki lub też smoking jednorzędowy, jak i dwurzędowy z szalem. Na bardziej uroczyste przyjęcia noszona jest też kamizelka biała z gorsem wykrojonym w formie V, zakończona na dole równo, bez szpiców. Na uroczystości wieczorowe obowiązuje nadal frak. Na wizycie zwykłej, codziennej, można się zjawić w jednorzędowym lub dwurzędowym garniturze z gładkimi spodniami tegoż samego koloru; klapy w garniturze takim podniesione są do góry”. Zauważano wpływ sportów: odpowiednio modelowane ubranie przyczynia się do stworzenia reprezentacyjnego wyglądu, a ten „podnosi samopoczucie każdego człowieka”. Nacisk na swobodę ruchów nie oznaczał zaniedbania kroju, ale dzięki nowym materiałom – np. ulepszonym rodzajom włosianki zastępującym watowanie – garderoba mogła zachować elastyczność i miękkość, a zarazem wytworną i nieposzlakowaną linię.

Między Paryżem a Milanówkiem

Odpowiedzią na ogólnoświatowy kryzys gospodarczy były akcje promowania krajowego przemysłu włókienniczego, prowadzone przez znane warszawskie domy mody i osoby publiczne. „Pomimo zwycięskiego kroczenia ku wyzwoleniu się spod wpływów obcych, nie będziemy rzecz jasna w stanie wznieść chińskiego muru pomiędzy modą polską a międzynarodową, biorącą zazwyczaj początek w paryskich świątyniach. Wzorować się na modelach i kreacjach obcych, czerpać ze źródeł wykwintnego smaku […] nie znaczy to jeszcze stać w miejscu lub cofać się z drogi prowadzącej do samowystarczalności […]. Zacznijmy od naśladownictwa, niepozbawionego cech indywidualności, a w ślad za nim przyjdzie niepostrzeżenie rozrost pomysłowości i inicjatywy” – nawoływała „Kobieta w Świecie i w Domu” w grudniu 1928 r. Propagowano użycie rodzimych tkanin: perkali, jedwabiu i lnu. Bajka o polskim jedwabiu („Kobieta w Świecie i w Domu”, grudzień 1928) przedstawiana była jako heroiczna opowieść o twórcach założonej w 1924 r., a rozbudowanej w latach 1927-1928 Centralnej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej w Milanówku (w 1948 r. przekształconej w Zakłady Jedwabiu Naturalnego „Milanówek”). Rodzeństwo Henryk i Stanisława Witaczkowie to dorastające z dala od ojczyzny, na Kaukazie, polskie dzieci, które tam zainteresowały się jedwabnictwem. „Nie dali się odurzyć cudnej kaukaskiej przyrodzie ani urokowi łatwego życia […]. Nie dali się złamać widzianym z bliska okropnościom bolszewizmu […]. Przetrwali wszystko, krzepiąc się nadzieją powrotu do ojczyzny, której chcieli zawieźć dar wspaniały: nową gałąź przemysłu”. Wróciwszy do Polski, realizowali młodzieńcze marzenie, uporem i pracowitością pokonując liczne bariery obojętności i biurokracji, aby wreszcie zdobyć zaufanie otoczenia oraz zainteresowanie i wsparcie władz państwowych. Powstaje wzorcowy ośrodek jedwabnictwa: „Z tej stacji będzie miał źródło dobrobytu małorolny, zajęcie – bezrobotny, a cały kraj – jeszcze jedną placówkę samowystarczalności…”

Na zakończenie karnawału w 1929 r. zorganizowano w Warszawie w Hotelu Europejskim Bal Polskiego Jedwabiu pod patronatem pani prezydentowej Mościckiej. Korespondentka „Kobiety w Świecie i w Domu” donosiła: „Zarówno łaskawa Protektorka balu, jak i towarzyszące jej żony ministrów przybyły na zabawę w tualetach ze stuprocentowego polskiego jedwabiu (z Milanówka). Była to najlepsza odpowiedź gronu malkontentów, twierdzących, że jeżeli nawet uda się wyprodukować w Polsce jedwab, to go nie będzie można nosić. Urządzony na balu konkurs był dalszym tryumfem wytwórczości krajowej. Pierwszą nagrodę otrzymała pani ministrowa Świtalska w białej ze złotym krynolinie, projektowanej przez młodziutka artystkę, pannę Telakowską. Drugą – znana artystka Zofia Raczyńska-Arciszewska, za tualetę własnego pomysłu i własnoręcznie malowaną na surowym jedwabiu z Milanówka”. Prezentowane na wystawie kreacje z milanowskich jedwabiów to bezpretensjonalne letnie sukienki: w kolorowe kwiatki czy czarne wzorki drukowane na białym tle. Na letnisku i w kurortach modne były sukienki z rodzimego lnu, ozdobione ludowymi haftami, często zamawianymi u miejscowych kobiet, tak jak w przypadku sukienki z krótkimi rękawkami z czarno-pomarańczowym haftem i kapeluszem z tej samej tkaniny. Uzupełnieniem letniego lnianego męskiego garnituru są haftowane lniane krawaty. Natomiast piękny lniany płaszcz ze złoconymi guzikami reprezentuje bardziej miejski wariant tej mody, która łącząc walory estetyczne, praktyczne i patriotyczne, mieściła się zarazem w ogólnoeuropejskiej tendencji do czerpania inspiracji folklorystycznych: „Obecna moda, szukająca w szlachetnych surowcach rozwiązania problemu oszczędności, połączonej z estetyką, rozważyła głęboko zalety lnu i stworzyła z niego w niedługim czasie prawdziwe arcydzieła. Aż wierzyć się nie chce, że przez tyle lat obywaliśmy się bez tej szlachetnej, lnianej przędzy, przenosząc ponad nią jedwabie i aksamity […]. Tkaniny lniane są tanie, a zatem demokratyczne, dostępne dla szerokich warstw społeczeństwa. Można je łatwo prać, przefarbować, zahaftować, nadać swoją osobowość i uniknąć banalnych szablonów […]. W tych wszystkich logicznych motywach […] tkwi dla nas, Polek jeszcze i ziarno szczerego sentymentu. Len jest tak bardzo polski, tyle się o nim pisało w poezji i tak ściśle łączy się on z krajobrazem naszej wsi, gdzie na każdym kroku "lny nam kwitną, jako niebo – tak błękitno” („Praktyczna Pani”, kwiecień 1935).

Małgorzata Możdżyńska-Nawotka,

Zobacz też poprzednie artykuły:
- Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej
- Między hurapatriotyzmem i kompleksem niższości
- Muzy między wojnami

logo Muzeum Historii Polski
Copyright (c) 2008 Muzeum Historii Polski & (c) Fortepresse & (c) A. Żebrowski. Zdjęcia na wystawie pochodzą ze zbiorów NAC